Mik- Musik

MIK MUSIK! Czym jest? Czym było? W całej historii nie udało się nigdy jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, po części z prostego powodu, że robiliśmy wszystko, żeby nie dać się zaszufladkować.
Ja, jako twórca i fundator tego czegoś, od dziecka walcze z podziałem sztuki na dziedziny, sam zajmuję się w zasadzie wszystkim, co ze sztuką się wiąże (poza baletem, choć tańczyć lubię), zawsze denerwowało mnie, że tutaj jest malarstwo, tutaj granie na pianinie, tutaj modelarstwo a jeszcze gdzie indziej pisanie. Ja zawsze robiłem to wszystko naraz, z równą przyjemnością. I dokładnie chciałem, żeby taka koncepcja postępowania przeniosła się na działanie mojej … no właśnie, czego. Firmy? Nie bardzo, choć zdolność wystawiania faktur posiadłem, Wytwórni? Nieco bliżej, ale to bardzo zawęża sposoby działania. Kolektywu? pewnie jeszcze trafniej, ale co z tym rzeczami, które zrealizowałem w absolutnej samotności, żeby nie powiedzieć odosobnieniu? Więc pewnie najtrafjnie byłoby określać to wielorako, a może po prostu trzymać się określenia, że coś jest „mikmusikowe“, bo wtedy właśnie takie jest.

Robiłem, robiliśmy (zależnie od momentu) wszystko - od wydawania kaset (start był gdzieś w okolicy 1994), płyt każdego rodzaju, książek, aż do wystaw, pogadanek, wykładów, pokazów, solo, w grupie, na odległość, na miejscu, na łące, w błocie, w pałacu. Zdarzały się koncerty przez telefon, gościnne interkontynentalne współprace, jako jedni z pierwszych w PL robiliśmy interaktywne internetowe zabawki, atlasy, cyfrowe video na koncertach, jako jedni z ostatnich graliśmy na żywo do czarnobiałych retro-filmów, jako jedni z pierwszych za to graliśmy live do polskich najsłabszych telenowel. Pisaliśmy hasła, potem je malowaliśmy w galeriach lub wypisywaliśmy w formularzach. Lepiliśmy z plasteliny. Rzucaliśmy kamieniami. Zrywaliśmy kwiaty. Nagrywaliśmy owady i potem z nimi śpiewaliśmy.

Pierwsza grupa założycielska to Bębniarze z kraju Mołr, z powodu międzynarodowego sukcesu (na naszą miarę) przemianowane dość szybko na Mołr Drammaz. Pierwszym artystą, który wydał w MIK płytę, a nie grał w Mołrach był Sebastian Buczek, znany też jako DJ Pszczelarz, bo grał ze zrobionych przez siebie, własnoręcznie, płyt woskowych. Potem ja zapragnąłem czegoś na wskroś elektronicznego i zacząłem działać pod szyldem Retro*Sex*Galaxy. Potem znalazła się młodzież - Deuce (obecnie Tsar Poloz i bas w Psychocukrze), 8rolek aka drolek aka Bartek Kujawski - człowiek cybernetyczność, mózg internetu, Marcin Zarzeka - okrutnie zdolny artysta i dizajner, nawet rzeźbiarz, Co aka Maciek Kujawski - dla niego powstał sublabel MIK HOP, potem nareszcie na solowy projekt zdecydowała się znana z Mołrów Asia Bronisławska, był też międzynarodowy projekt Go Underground To See More Animals z Randallem Beaverem. Były płyty dla dzieci, reportażowe, warsztaty. Potem moje nowe solo The Complainer.
Ludzi, przyjaciół, fanów, artystow cały czas dochodziiło. W 2003 graliśmy już na wielu wielkich międzynarodowych festiwalach typu Sonar w Barcelonie, ClubTransmediale w Belinie, Wien Modern wiadomo gdzie, Subtropics w Miami. Organizowaliśmy coś, co miało być alternatywną wizją showcase/szoukejsu, czyli MIK Wieczorki, czasem taneczne, czasem ostentacyjnie nietaneczne.
Dziwnych pomysłów przybywało, najjaskrawiej może było to widoczne w seriach wydawniczych - crisis series/seria kryzysowa walczyła ze zbyt wysokimi cenami płyt i elementem biznesowym w muzyce, even more special series była projektem remikserskim, gdzie każdy następny brał poprzednia płytę i zmieniał ją W CAŁOŚCI, dość szybko zauważyliśmy też rosnącą potrzebę usystematyzowania wydawnictw online, pierwsze downloady, ładnie podane, ze specjalnymi stronami mieliśmy już gotowe dla publiczności chyba nawet w 2004, a internet był czymś innym, niż znamy obecnie!
Pracowaliśmy także dla radio, z czego najbardziej znana jest moja współpraca z Felixem Kubinem, zrobiliśmy na zamówienie rozgłośni ORF z Austrii i Radio Kultur z Berlinia specjalne polsko-niemieckie słuchowisko TerriTerrorTorium, które do dziś jest czasem na eterycznych falach czasem prezentowane i doczekało się edycji płytowej. Ważną tego typu pracą był specjalny projekt dla efemerycznego Radia Kopernikus, gdzie remiksowaliśmy przez pewien czas cały program dnia poprzedniego. Szaleństwo. Ciągle nasze kawałki częściej można usłyszeć dajmy na to w amerykaśnkim WFMU, czy portugalskich, niemieckich, beligijskich rozgłośniach, niż w Polskim Radio. Ale szczególnie nam to nie przeszkadza.
Były lata, że więcej koncertów, calych tras graliśmy za granicą, niż w Polsce (pamiętam rok, gdy zagrałem 4 razy w Paryżu a tylko raz w Wwie).

W 2008 zapadła decyzja o zaprzestaniu działalności. Każdy z głównego trzonu mikowych działaczy chciał sprobować po nastu latach pracy czegoś innego, innych sposobów, idiomów, języków, trzeba było pójść w inna stronę. Szoubiznes upadał, co dość mocno uderzyło w małych. Postanowiłem się zamknąć. Poczekać.
Wyszła wtedy książka „Na sam koniec / For The End“, która poprzez zbiór obrazów i wizualnych elementow mówiła o historii MIK MUSIK. Pięknie, różowo-aksamitnie oprawiona.
Po jakimś czasie jednak zacząłem przypominać różne archiwalne płyty, sytuacje, często pokazywałem je po raz pierwszy. Robiłem to online, okazało się, że powołane do tego celu Mik._Archives staje się nowym znakiem firmowym a strona jest odwiedzana przez coraz więcej gości. Na tej platformie zaczęły pojawiać się także nowe płyty, nowe akcje. Aż ilość nowych przerosła ilość ujawnianych archiwaliów i stwierdzilem, że może powrót byłby sensowny?
I MIK powrócił. W marcu 2012. Historia zaczyna się od nowa. Nie wiem, czym będzie, ale natychmiastowe zainteresowanie i radość z powrotem związana są conajmniej obiecujące. Na pewno będzie inaczej, ale może tak samo dokładnie i dotkliwie?

Re

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie plików cookies, prosimy opuść stronę lub zablokuj takie pliki w ustawieniach swojej przeglądarki.

x